Zaciągając kredyt zwykle zakładamy, że z jego spłatą nie będzie problemów, a nasza sytuacja finansowa przez cały ten czas nie ulegnie zmianie. Rzeczywistość nierzadko weryfikuje te założenia.

Rata kredytu może na przykład wzrosnąć i nagle w domowym budżecie zabraknie środków na spłatę raty bądź też stracimy pracę i nasz dochód się zmniejszy. Raty wciąż jednak trzeba spłacać, gdy jednak nie ma z czego, tworzą się zaległości, które narastają i narastają, wpędzając nas w bardzo poważne kłopoty. Jak pokazuje raport BIK, średnio co dziesiąty Polak ma jakiś problem z regulowaniem zadłużeń na czas. Co ciekawe jednak, najrzadziej dotyczy to kredytów hipotecznych – mieszkanie jest dla nas po prostu najważniejsze, więc ratę tego kredytu płacimy zawsze w pierwszej kolejności. 

Gdy jednak kompletnie nie mamy środków na to, by regulować raty, stajemy się dłużnikiem banku. Co gorsza, zaległe raty powiększają się o odsetki, które też trzeba zapłacić. Najprostszym wyjściem z takiego impasu jest po prostu rozmowa z bankiem. Dzięki negocjacjom można na przykład wydłużyć czas spłaty kredytu. To prawda spowoduje wzrost ceny kredytu, ale jednocześnie sprawi, że raty znacząco się obniżą, a to ma większe znaczenie dla takiego dłużnika. Niestety, posiadacze zagrożonych kredytów często unikają kontaktu ze swoimi bankami i wolą zaciągać nowe pożyczki na spłatę długu, co tylko pogarsza ich sytuację.